Image
Image
LzM | W TELEWIZJI I W TEATRZE | Wywiad z Olgierdem Łukaszewiczem

LzM | W TELEWIZJI I W TEATRZE | Wywiad z Olgierdem Łukaszewiczem

Wywiad z Olgierdem Łukaszewiczem
W TELEWIZJI I W TEATRZE
„Lato z Muzami” to festiwal, na który przyjeżdżają znani i lubiani twórcy, którzy zasłynęli w różnych dziedzinach sztuki.

W tym roku do Nowogardu zawitał Olgierd Łukaszewicz, zasłużony polski aktor. W czwartek, po seansie filmu „Jak pies z kotem” Janusza Kondratiuka, odbyło się spotkanie naszego gościa z festiwalową publicznością. A nam odtwórca roli Andrzeja udzielił wywiadu na kilka godzin przed projekcją i dyskusją.

Czy świadomość, że film „Jak pies z kotem” był inspirowany prawdziwymi zdarzeniami z życia reżysera wpłynęła na pana decyzję o udziale w tym obrazie?
Fakt, że jest to prawdziwa historia onieśmielał mnie, bo oznaczało to, że moje wyobrażenia o postaci scenariuszowej mogą odbiegać od rzeczywistości postaci realnej. Mimo że Janusz Kondratiuk osobiście wybrał mnie do roli swojego brata, nie chciałem przystać na jego propozycję, ponieważ wiele razy grałem już osobę chorą i umierającą. Jednak ostatecznie przekonało mnie wspomnienie Andrzeja, czyli nagranie z przeszłości, przedstawiające silnego, zdrowego człowieka. Mężczyzna, którego wtedy zobaczyłem, bardzo różnił się od postaci, którą miałem zagrać. Wtedy właśnie zrozumiałem, że chcę się podjąć tego wyzwania. Jeśli chodzi o komunikację z reżyserem na planie, to była ona absolutnie profesjonalna.

Co zrobiłby pan na miejscu filmowego Janusza? Czy jest pan w stanie wyobrazić sobie siebie w takiej sytuacji?
Wydaje mi się, że jednak oddałbym brata do specjalistycznego ośrodka. Nie byłbym zdolny poświęcić swojego życia na samodzielną opiekę nad chorym. Janusz postanowił przyjąć na siebie to brzemię, nie wiem czy ja znalazłbym w sobie taką siłę. Podobne pytanie zadała mi kiedyś pisarka Hanna Krall. Chciała wiedzieć, co zrobiłbym, gdyby w czasie wojny do moich drzwi zapukała sześcioletnia Żydówka. Zapewne bym jej pomógł, ale nie mogę powiedzieć tego z całym przekonaniem. Tak naprawdę nikt z nas nigdy nie wie na pewno, co zrobiłby w takiej lub podobnej sytuacji.

Jak czuję się pan oglądając samego siebie na ekranie?
Przy dzisiejszych możliwościach aktor ogląda siebie dwukrotnie. Po raz pierwszy w trakcie kręcenia i po raz drugi w kinie. Ja oglądam siebie tylko wtedy, kiedy muszę. Robiąc to na bieżąco, czuję się skrępowany, ale wracając do filmów sprzed trzydziestu lat, zdaję sobie sprawę, że było nieźle. Może pewnego dnia – oglądając siebie na ekranie – w ogóle poczuję się tak, jak bym oglądał swoje stare fotografie z młodości.

Jako aktor często uczy się pan kwestii na pamięć. Czy dopuszcza pan możliwość improwizacji?
Improwizacja jest bardzo ważna, choć nie każdy reżyser ją lubi. Niektórzy preferują działanie według wcześniej zaplanowanego schematu. Mój kolega – Zdzisław Maklakiewicz – był zwolennikiem spontanicznej gry. Nigdy nie było wiadomo, co zrobi, gdy staje przed kamerą. Miałem okazję być tego świadkiem podczas realizacji filmu „Przyjęcie na dziesięć osób plus trzy”. I był w tym jakiś urok.


W telewizji, w latach siedemdziesiątych, panowała moda na takie właśnie sceny improwizowane. W teatrze natomiast głównym zamierzeniem jest przekazanie wiadomości odbiorcy, tak, aby jej sens nie ucierpiał z powodu improwizacji. Ważne jest, by piłka trafiła do bramki, którą jest widz. Pracując w szkole teatralnej uczyłem moich studentów, budować swoją grę cegiełka po cegiełce.

Jak by się pan odnalazł w świecie rodem z „Seksmisji”?
Pewnie bałbym się tak jak grany przeze mnie bohater, choć są może i tacy mężczyźni, którzy twierdziliby, że to wymarzona dla nich sytuacja. Film ten przecież opowiada o swego rodzaju dyktaturze. Mamy w nim do czynienia również z propagandą mediów, co sprawia, że staje się on znowu aktualny.

Ma pan brata bliźniaka, czy to prawda, że istnieje magiczna bliźniacza więź?
Istnieje różnica między bliźniakami jedno i dwujajowymi. Ja i mój brat należymy do tej drugiej grupy, więc ta więź nie jest chyba tak silna jak mówicie. Znam inne pary bliźniąt, w których dorosłym życiu dziecięca rywalizacja przekształciła się we wrogość. Całe szczęście my do nich nie należymy. Zawsze była między nami przyjaźń. Gdy byliśmy dziećmi, Jerzy chował się zawsze za spódnicą matki. Podczas gdy ja wychodziłem przed szereg, on pozostawał w cieniu. Tak jest do dziś. On jest operatorem, a ja aktorem.

Jakie jest pana marzenie?
Ja ze swoimi marzeniami się obnoszę. Czuję się obywatelem Unii Europejskiej. Cała Europa jest moją ojczyzną. Bardzo martwi mnie obecna sytuacja i nastroje związane z Unią. Chciałbym, aby Polska pozostała w niej i aby każdy czuł, że poza polskim obywatelstwem ma jeszcze jedno, to europejskie. Chcę stworzyć świat dla moich wnuków, świat pozbawiony sporów. Chcę, by młodzi spełniali swoje marzenia i poznawali świat, w którym żyją. Jeśli chcecie pomóc spełnić moje pragnienia, odwiedźcie proszę stronę i wesprzyjcie fundację im. Wojciecha Bogumiła Jastrzębowskiego „My Obywatele Unii Europejskiej”.

Rozmawiały Hania Kosakiewicz i Ada Kukiełka

LzM - Lato z Muzami 2022

NOWOGARDZKI DOM KULTURY
Pl. Wolności 7
72-200 NOWOGARD
Sekretariat: sekretariat@ndk.pl


TELEFONY:
SEKRETARIAT 91 39 26 283
KSIĘGOWOŚĆ 91 39 26 284
BIURO KINA/PROMOCJA 91 39 25 779
KASA 91 39 26 262

NUMER KONTA:
34 1240 3884 1111 0000 4209 2568




Zapraszamy również na:
ndk.pl
ekofilm.ndk.pl

Dla mediów

Zamieszczony logotyp można wykorzystywać w publikacjach dziennikarskich. Dziennikarzy zainteresowanych innymi materiałami prosimy o kontakt telefoniczny pod numerem +48 91 39 26 283 lub pocztą elektroniczną na adres: sekretariat@ndk.pl

Polityka prywatności i cookies

Szanujemy prywatność naszych użytkowników i chcemy, aby korzystając z naszej witryny czuli się bezpiecznie. Obok prezentujemy politykę prywatności oraz cookies.